************
W końcu nadeszła oczekiwana przez nas "środa". Wszystko było już spakowane. Mieliśmy dwie walizki. Mama swoją i ja swoją. Spakowałem do niej ubrania i rzeczy, które będą mi tam niezbędne, takie jak szampon, żel pod prysznic, szczoteczka do zębów itd. Miałem jeszcze jedno pudełko do wykorzystania. Na każdego przypadały po dwa pudełka. Mama spakowała jakieś tam kosmetyki do makijażu, a ja do jednego z nich zapakowałem laptopa, jakieś kable, ładowarki i tym podobne. Jednak nadal nie mogłem się zdecydować, co wpakować w moje drugie pudełko. Poszedłem więc do mamy, spytać jaka jest jej opinia. -Kotku.-odparła z głębokim wdechem.-Spakuj tu rzeczy, które uważasz za najważniejsze z całego domu. Bo po odjeździe nie będzie szansy ich odzyskać.
Jej słowa dały mi dużo do myślenia. Po chwili namysłu w głowi zapaliła mi się jakaś lampka. Pobiegłem do pokoju, mocno ściskając moje granatowe pudełko i zacząłem pakować do niego zabawki. Taka prosta rzecz, ale jednak. To dzięki nim zawsze będę pamiętał te wspólne święta, bez kłótni, krzyków itd. Te święta, w które byłem jednym z najszczęśliwszych dzieci pod słońcem i cieszyłem się, że mam aż tak idealnych rodziców. Tata zwykle przebierał się za Mikołaja. Wiedziałem to od początku, ale chciałem by mama nadal była wesoła i żyła z świadomością, że 'jeszcze nie wiem kto to jest' i że 'to prawdziwy Mikołaj'. W dniu 6 grudnia, pisałem listy z prośbą co chciałbym dostać i na noc kładłem je pod poduszkę. Rano już ich tam nie było. A w Święta mój tatuś zwykle te prośby spełniał. I dostawałem wymarzone prezenty. Westchnąłem. Przeraziłem się jak to wszystko nagle odwróciło się o 360 stopni. Już nie mogłem nazwać tatę idealnym. Nie potrafiłbym.
************
Jesteśmy już w nowym domu od kilku dni. Ojciec co chwilę wydzwania do mamy i krzyczy do słuchawki. Najczęściej z pytaniami 'Gdzie to ona jest?!', 'Dlaczego nie ma jej w domu?'. Ale mama je ignoruje i odpowiada, że wyjechaliśmy razem na wakacje trochę odpocząć. Albo po prostu przestała odbierać i słuchawka leży na boku. Kilka razy zdarzyło mi się odebrać. Pierwsze słowo jakie non stop od niego słyszałem, to "gówniarzu". Nauczyłem się przyjmować od niego krytykę. Z początku było strasznie trudno i często nienawiść zastępowałem zwykłym smutkiem, lub po prostu płaczem. To jakoś pomagało mi się umocnić w aktualnym życiu. Wyrwałem się spod obmyśleń, bo mama właśnie zawołała mnie na śniadanie. Naleśniki. Drugie z ulubionych dań, od razu po Lasagne'ii. Po zjedzeniu odstawiłem talerz i umyłem ręce. Pobiegłem do swojego pokoju i włączyłem laptopa. Chciałem napisać do mojego internetowego przyjaciela, bo tak naprawdę to tylko ten mi został. Rozpocząłem rozmowę od zwykłego 'Hej. Co tam u Ciebie? :)' I tak przepisaliśmy dobre dwie godziny. Dowiedziałem się o nim nowych rzeczy. Co lubi najbardziej, że ma rodzeństwo, ma pieska, który wabi się Rafy (czyt. Rafi) i wiele ciekawych rzeczy. Nasza znajomość zaczęła się, gdy tacie coś zaczęło przeszkadzać. Można powiedzieć, że nawet mu wtedy 'odbiło'. Napisałem do jakiegoś przypadkowego chłopaka na czacie i to on mi pomógł. Poradził bym się tym nie przejmował i zostawił tatę daleko. Tylko w pamięci. Skoro on i tak mnie już nie potrzebował. Tak naprawdę, w tamtym momencie było mu obojętne czy ma syna, czy nie. Więc po części się przyzwyczaiłem i nawet nie zwracałem na niego uwagi. A teraz jestem tu. Szczęśliwy jak nigdy. Nowa szkoła. Nowe osoby do poznania. Mój internetowy przyjaciel, który zawsze jest gdy go potrzebuje i ja z mamą. Tyl potrzeba mi do szczęścia. Pożegnałem się z ...., bo tak miał na imię, ponieważ mama zawołała mnie na dół. Mówiła dosyć rozpaczliwym głosem, więc postanowiłem jak najszybciej pożegnać się z moim kumplem, wyłączyłem laptopa, zamknąłem klapę, włożyłem go z powrotem do torby i zbiegłem na dół, przeskakując co drugi schodek, jakby się paliło.
************
Mama siedziała na kanapie z głową opartą o dłonie. Zachowywała się, jakby właśnie wydarzyło się coś bardzo strasznego, a ona mimo faktów, nie mogła uwierzyć w to co się stało. I dosłownie tak było. Nagle zaczęła się strasznie trząść. Przytuliłem ją, by się trochę uspokoiła i poczuła że jest bezpieczna. Gdy powoli opanowała oddech, tusz do rzęs zaschnął na jej rumianych policzkach, łzy przestały już lecieć, byłem przygotowany na najgorsze. Wiedziałem że to co chce mi powiedzieć, wcale ie jest taki łatwe, bo wnioskowało to choćby nawet po jej zachowaniu.
-Synku.. -zawahała się.-Wydarzyło się coś bardzo strasznego.
-Wiem mamo. -westchnąłem smutnie.-Widzę jak się zachowujesz.
Znów wybuchła płaczem. Nie chciałem, by tak było. Zacząłem się obwiniać i przepraszać, że to powiedziałem. Lecz ona tylko powiedziała, że to nie moja wina. Spytałem ją czy chciałaby chwile pobyć sama. Aby przemyślała to wszystko. Nie musiałem teraz tego wiedzieć. Wręcz nie chciałem. Bardzo bałem się co powie. Kiwnęła lekko głową w przód. Wiedziałem, że to jest moment by teraz stąd wyjść. Wróciłem z powrotem na górę i wyciągnąłem gitarę. Kolejna piosenka. Kończyłem tekst już ostatniej, a tu nagle przyszła mi na myśl nowa. Wyciągnąłem szybko swój brudnopis, by nie zapomnieć słów które właśnie wpadły mi do głowy. Bazgrałem coś i bazgrałem, aż w końcu udało mi się napisać jakiś mały fragment.Wyglądało to mniej więcej tak:
You want my love
You want my heart
Z początku ten mały fragment był o mojej mamie. Nie wiedziałem jeszcze, że w przyszłości, gdy dojdzie dalszy teks, piosenka będzie opowiadać, o mojej pierwszej dziewczynie, która chce zostać tylko przyjaciółmi.
***********
Zbliżał się czas kolacji. Nie dobrze- pomyślałem. Nagle dobiegł mnie głos mamy z dołu. Bym schodził, bo stygnie mi jedzenie. Momentalnie dostałem jakiegoś wstrząsu ze stresu i nie mogłem spokojnie odstawić gitary, która przez to obijała się co jakiś czas o ścianę. Gdy w końcu mi trochę przeszło, odłożyłem przyjaciółkę na swoje miejsce i zszedłem powoli na dół, trzymając się kurczowo poręczy. Usiadłem na przeciwko mamy, złapałem widelec do ręki i przebierałem w jedzeniu. Nie miałem ochoty teraz nic jeść. Szczególnie, że wiedziałem co wydarzy się po tym. Mama to zauważyła i powiedziała bym na chwilę odstawił jedzenie, bo chyba już nadszedł ten czas. Ścisnęła mnie za rękę i ruszyłem za nią do salonu. Zaczęła dosyć spokojnie. Że nie wiedziała, że to się stanie. Że właściwie.. nie miała pojęcia, że tak może się wydarzyć. I że ona nie chciała.. Znów się rozkleiła. Wyciągnąłem opakowanie chusteczek, które nie zdążyłem jej podać, bo momentalnie wyleciały m z rąk. Czułem się tak, jakbym właśnie stał na kładce w powietrzu, a ona zawaliła się pod moimi nogami. Powiedziała mi, że dzwoniła do niej policja.. A po tym usłyszałem, że babcia nie żyje. Moja ostatnia, jedyna babcia, która wychowywała mnie właściwie "od pieluchy". Tata ją zabił. Po tym jak nie dawaliśmy oznak życia i nie chcieliśmy mu powiedzieć gdzie aktualnie się znajdujemy. Nie wierzył w to że jesteśmy na wakacjach. Pojechał więc do babci i zaczął od niej wymuszać niezbędne do tego informacje. Ale babcia była twarda i trzymała się naszej obietnicy. Nie pisnęła ani słowem. Po kilku nieudanych próbach ojca, w końcu się zdenerwował i wyciągnął pistolet. Babcia już chciała coś odpowiedzieć, ale było za późno..
Strzelił...
************
Przepraszam was, że taka długa nie obecność.
Ale wyjazdy na wakacje i te sprawy.
Wiem, że ten rozdział to pewnie kolejna klapa, ale poprawie się.
Postaram się nadrobić rozdziały i poprawić ich jakość.
Jeszcze raz przepraszam..
Komentujcie! <3
-Claudia-