*6 years ago*
Oto ja. 12 letni chłopczyk imieniem Justin. Mam wspaniałą rodzinę. Kochającą mamę i tatę który na wszystko mi pozwala. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Dla mnie to dzień jak każdy, ale mama strasznie panikuje. Widać było po niej, że wpadła w świąteczny szał. Biegaliśmy po sklepach jak opętani szukając coraz to nowszych bombek, łańcuchów, światełek i jeszcze innych bibelotów. Zbędne, drogie rzeczy, które później i tak walają się po całym mieszkaniu. No ale taka już była natura mamy. Gdy coś wymyśliła, to musiała to mieć. Kiedy nakupiliśmy już wszystko czego "było nam trzeba" (choć mama nadal uważała, że to za mało - westchnąłem w duchu), wróciliśmy do domu i zaczęliśmy przygotowywać wigilijny stół, potrawy itd. Nie wiem czemu, ale zawsze byłem najbardziej podekscytowany, gdy tata wnosił do domu drzewko. Naszą własną CHOINKĘ. Tata pracował na dwie zmiany. W jednym tygodniu chodził do pracy na 6.00, a wracał o 16.00, natomiast w drugim szedł na 14.00, a wracał dosyć późno, bo aż po 23. W tym tygodniu przypadała jego pierwsza zmiana. Ze zniecierpliwieniem co chwila wyglądałem przez okno i czekałem aż tata w końcu przyniesie wielkiego, ciemnozielonego świerka, którego umieścimy w naszym małym saloniku. Tak. Małym. Nie byliśmy jakoś szczególnie bogatą rodziną. Posiadaliśmy mały, drewniany domek na jakimś pustkowiu. Skąpo.
Zbliżała się godzina szczytu, a taty nadal nie było widać. Myślałem że będą to normalne święta, jednak grubo się myliłem...
Zbliżała się godzina szczytu, a taty nadal nie było widać. Myślałem że będą to normalne święta, jednak grubo się myliłem...
********************
Tata pierwszy raz w życiu przyszedł do domu nie w porę, a w dodatku "zalany". Myślałem, że to nic poważnego. Jako 12 letnie dziecko nie znałem się na problemach dorosłych osób. Z początku się tym nie przejąłem. Wigilia przebiegła dosyć dziwnie. Zachowywaliśmy się jak jakieś 3 odrębne rodziny. Tata, jakby miał kochankę i przed nami to ukrywał, mama jako samotna wdowa, a ja jak jakiś marny dzieciak, którego przywieziono tutaj prosto z opieki społecznej, pod pretekstem by nie był samemu w Święta. Ale to się dopiero zaczęło. Atmosfera znacznie się pogorszyła, gdy nastąpił czas wspólnego kolędowania. Próbowałem jakoś rozkręcić rodziców i w końcu rozpocząłem solo z piosenką "Gdy się Chrystus rodzi". Jednak to również nie wyszło mi na dobre. Nagle nastąpił jakiś nieoczekiwany atak furii ze strony taty. Na początku walnął pięścią w stół i stwierdził, że "ma dosyć takich popieprzonych świąt i żebyśmy je sobie wszyscy wsadzili w dupy", po czym wstał od stołu, pociągnął za obrus i wszystkie naczynia, wraz z jedzeniem wylądowały na podłodze. Odwrócił się na pięcie, trzasnął wyjściowymi drzwiami i poszedł.
W tym momencie nastąpił jakiś niedostrzegalny przełom między nami. Jakby nasza rodzinna więź wisiała na cienkim włosku i za chwile miała się zerwać. Nie mogłem zrozumieć jak w ogóle do tego doszło. Ale też tak cholernie nie poznawałem własnego ojca, że z czasem stało się to nie do zniesienia..
****************************************
Przepraszam że tak cholernie długo.
Na śmierć zapomniałam o tym blogu :C
Rozdział krótki, bo późno pisany i taki "na szybko" dopóki miałam choć cień weny.
Lecz teraz rozdziały powinny pojawiać się regularnie co góra tydzień.
A więc zapraszam ;)
*Claudia*
W tym momencie nastąpił jakiś niedostrzegalny przełom między nami. Jakby nasza rodzinna więź wisiała na cienkim włosku i za chwile miała się zerwać. Nie mogłem zrozumieć jak w ogóle do tego doszło. Ale też tak cholernie nie poznawałem własnego ojca, że z czasem stało się to nie do zniesienia..
****************************************
Przepraszam że tak cholernie długo.
Na śmierć zapomniałam o tym blogu :C
Rozdział krótki, bo późno pisany i taki "na szybko" dopóki miałam choć cień weny.
Lecz teraz rozdziały powinny pojawiać się regularnie co góra tydzień.
A więc zapraszam ;)
*Claudia*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz