************
Kolejne dni Świąt upływały tak samo.
Co wieczór zostawaliśmy z mamą sami, a tata chodził do jakiś barów. Mama zawsze
powtarzała mi że mu przejdzie. Że to tylko taki „kryzys wieku średniego”. Ta
cała sytuacja mi się nie podobała. A już na pewno nie podobał mi się ten cały „kryzys”.
Kto mądry wymyśla tak okrutne rzeczy?! –pomyślałem. Zbliżała się godzina 23.00.
Siedzieliśmy z mamą przy komiku ogrzewając się jego złocistym blaskiem, pijąc
przez słomki gorącą czekoladę z bitą śmietaną i piankami. Rozmawialiśmy o mojej
szkole, zachowaniu i kumplach… Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że niedługo
wszyscy się ode mnie odwrócą, a mój najlepszy kumpel David, stwierdzi że
doszczętnie rujnuje mu życie i jestem mu niepotrzebny. Jak na 12 latka miał
dosyć wzbogacone słownictwo. Naszą spokojną cisze, przerwał huk drzwi
wejściowych. Dobrze znaliśmy ten trzask. Nie wróżył on nic dobrego. Szybko
zerwaliśmy się na nogi. Mama kazała mi się schować w szafie, bo tata był nie
policzalny po pijaku. Szybo otworzyłem dębowe drzwiczki, przykryłem się jakimiś
grubymi futrami i skuliłem w kącie. I zaczęło się. Ojciec zaczął znowu
wrzeszczeć na mamę w liczbie mnogiej. Chciałem ją jakoś obronić przed obelgami,
ale nie miałem jak. Zdruzgotany całą sytuacją wsłuchiwałem się w jej dalszy
ciąg. Tata krzyczał że nas nie potrzebuje. Że jesteśmy do niczego. Że mama jest
jakąś kurwą spod latarni, a ja zwykłym rozpieszczonym bachorem. To był te
dzień. To był pierwszy dzień gdy tata uderzył mamę. To stało się tak nagle, że
zrozumiałem tylko jej cichy, ledwo dosłyszalny szloch. Tak bardzo chciałem
wtedy wybiec z szafy i ją przytulić, ale pamiętałem, że mama zakazała wychodzić
dopóki tatuś sobie nie pójdzie.
***************
Siedziałem w szafie już dobre pół
godziny. W pokoju już wszystko ucichło ale nadal bałem się wychodzić. To były
NAJGORSZE Święta w dziedzinie „Najgorszych Świąt”. Po chwil zastanowienia,
otworzyłem drewniane zamknięcia(Nie wiedziałam jak to inaczej napisać :’) – od aut.)
i rozejrzałem się po pokoju.
Tkz. „TEREN BYŁ CZYSTY”
Wygramoliłem się spod ubrań i
pobiegłem poszukać mamy. Na początku pobiegłem do sypialni. Myślałem że może
rozbolała ją głowa i chciała się położyć, ale tam jej nie było. Następny w
kolejności był salon. Może zachciała się zatracić w swoim ulubionym serialu i
choć na chwile zapomnieć o rzeczywistości. Niestety tam też ej nie było.
Sprawdziłem jeszcze kuchnię, mój pokój, gabinet taty, strych i ogródek. Aż w
końcu pozostało mi tylko jedyne miejsce. Malutki schowek, o którym wiedziałem
tylko ja i mama. Była tam. Siedziała skulona i gdy tylko mnie zobaczyła, pośpiesznie
zaczęła chować do swojej torby jakieś okrągłe pudełko, które gdy się nim
wstrząsnęło, to grzechotało. Od razu ją przytuliłem. Wiedziałem że było jej to
bardzo wtedy potrzebne. Chciałem dać jej odrobinę ciepła, które nie mogła
dostać od taty. Zobaczyłem że z brwi leci jej mała strużka krwi.
Rozcięta-powiedziałem w myślach. Pobiegłem więc do kuchni po apteczkę i już
odrobinę później ścierałem jej wacikiem czerwoną maź. Powiedziałem mamie, że
wszystko będzie okey. Że damy sobie jakoś radę. Ona tylko się uśmiechnęła i
odwzajemniła uścisk. Mimo że byłem tylko małym chłopcem, który tak naprawdę nie
zna się i jeszcze do końca nie wie co to życie, bo przecież nie ma tych „kilkunastu
lat”, ona to zrobiła.
Zaufała mi.
****************
Oto rozdział 2.
I jak wam się podoba?
Piszcie swoje opinie w komentarzach ;) Chętnie posłucham :)
*Claudia*
Świetny... *-* Czekam na kolejny. Oby tak dalej. ;*
OdpowiedzUsuńNie moge się doczekać co dalej ! :3 ;)
OdpowiedzUsuń