2015/07/23

Rozdział 2. "When you think that everything is okay, he suddenly appears and all the spoils"

************
Kolejne dni Świąt upływały tak samo. Co wieczór zostawaliśmy z mamą sami, a tata chodził do jakiś barów. Mama zawsze powtarzała mi że mu przejdzie. Że to tylko taki „kryzys wieku średniego”. Ta cała sytuacja mi się nie podobała. A już na pewno nie podobał mi się ten cały „kryzys”. Kto mądry wymyśla tak okrutne rzeczy?! –pomyślałem. Zbliżała się godzina 23.00. Siedzieliśmy z mamą przy komiku ogrzewając się jego złocistym blaskiem, pijąc przez słomki gorącą czekoladę z bitą śmietaną i piankami. Rozmawialiśmy o mojej szkole, zachowaniu i kumplach… Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że niedługo wszyscy się ode mnie odwrócą, a mój najlepszy kumpel David, stwierdzi że doszczętnie rujnuje mu życie i jestem mu niepotrzebny. Jak na 12 latka miał dosyć wzbogacone słownictwo. Naszą spokojną cisze, przerwał huk drzwi wejściowych. Dobrze znaliśmy ten trzask. Nie wróżył on nic dobrego. Szybko zerwaliśmy się na nogi. Mama kazała mi się schować w szafie, bo tata był nie policzalny po pijaku. Szybo otworzyłem dębowe drzwiczki, przykryłem się jakimiś grubymi futrami i skuliłem w kącie. I zaczęło się. Ojciec zaczął znowu wrzeszczeć na mamę w liczbie mnogiej. Chciałem ją jakoś obronić przed obelgami, ale nie miałem jak. Zdruzgotany całą sytuacją wsłuchiwałem się w jej dalszy ciąg. Tata krzyczał że nas nie potrzebuje. Że jesteśmy do niczego. Że mama jest jakąś kurwą spod latarni, a ja zwykłym rozpieszczonym bachorem. To był te dzień. To był pierwszy dzień gdy tata uderzył mamę. To stało się tak nagle, że zrozumiałem tylko jej cichy, ledwo dosłyszalny szloch. Tak bardzo chciałem wtedy wybiec z szafy i ją przytulić, ale pamiętałem, że mama zakazała wychodzić dopóki tatuś sobie nie pójdzie.
***************
Siedziałem w szafie już dobre pół godziny. W pokoju już wszystko ucichło ale nadal bałem się wychodzić. To były NAJGORSZE Święta w dziedzinie „Najgorszych Świąt”. Po chwil zastanowienia, otworzyłem drewniane zamknięcia(Nie wiedziałam jak to inaczej napisać :’) – od aut.)  i rozejrzałem się po pokoju.
Tkz. „TEREN BYŁ CZYSTY”
Wygramoliłem się spod ubrań i pobiegłem poszukać mamy. Na początku pobiegłem do sypialni. Myślałem że może rozbolała ją głowa i chciała się położyć, ale tam jej nie było. Następny w kolejności był salon. Może zachciała się zatracić w swoim ulubionym serialu i choć na chwile zapomnieć o rzeczywistości. Niestety tam też ej nie było. Sprawdziłem jeszcze kuchnię, mój pokój, gabinet taty, strych i ogródek. Aż w końcu pozostało mi tylko jedyne miejsce. Malutki schowek, o którym wiedziałem tylko ja i mama. Była tam. Siedziała skulona i gdy tylko mnie zobaczyła, pośpiesznie zaczęła chować do swojej torby jakieś okrągłe pudełko, które gdy się nim wstrząsnęło, to grzechotało. Od razu ją przytuliłem. Wiedziałem że było jej to bardzo wtedy potrzebne. Chciałem dać jej odrobinę ciepła, które nie mogła dostać od taty. Zobaczyłem że z brwi leci jej mała strużka krwi. Rozcięta-powiedziałem w myślach. Pobiegłem więc do kuchni po apteczkę i już odrobinę później ścierałem jej wacikiem czerwoną maź. Powiedziałem mamie, że wszystko będzie okey. Że damy sobie jakoś radę. Ona tylko się uśmiechnęła i odwzajemniła uścisk. Mimo że byłem tylko małym chłopcem, który tak naprawdę nie zna się i jeszcze do końca nie wie co to życie, bo przecież nie ma tych „kilkunastu lat”, ona to zrobiła.
Zaufała mi.
****************


 Oto rozdział 2. 
I jak wam się podoba?
Piszcie swoje opinie w komentarzach ;) Chętnie posłucham :)
*Claudia*

2 komentarze:

  1. Świetny... *-* Czekam na kolejny. Oby tak dalej. ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie moge się doczekać co dalej ! :3 ;)

    OdpowiedzUsuń